Byli to jednak w zdecydowanej większości głęboko wierzący. Uderzająca jest w tych wynikach wyraźna przewaga odpowiedzi wskazujących na brak zaufania do duchownych. Księżom bardziej nie ufają mężczyźni niż kobiety. Ponad 84 proc. mężczyzn i 75 proc. kobiet ma wątpliwości lub wprost nie ufa duchownym. wszystkie samoloty są szybkie. Nawet małe jednosilnikowe samoloty, które nauczyłbyś się latać, są nadal szybkie. W porównaniu do samochodów, którymi wszyscy jeździmy lub jeździmy regularnie, prawie wszystkie samoloty byłyby uważane za szybkie, zdolne do podróżowania w dowolnym miejscu z 100-500 mil na godzinę bez zerwania potu. Kryzys wiary dotknął również księży. Seminaria świecą pustkami. Niedoszły ksiądz postanowił przerwać milczenie i opowiedział, co dzieje się za murami placówek. - Jak się dba, tak się ma - stwierdził Rafał. Jego słowa szokują. “Księża są jak samoloty”, albo stwierdzenie, że “najlepszy kleryk to BMW - bierny, mierny, ale wierny”, były na porządku dziennym. "Znawcy rytuału" tzw. rytualiści (jak nazywano niektórych z anglikanów) utrzymywali, że ich Sakramenty są ważne z powodu oczywistych łask, jakie otrzymywali biorąc w nich udział. Dzisiaj można usłyszeć te same argumenty odnośnie ważności po soborowych sakramentów. Wyświetl wszystkie wyniki . Dlaczego samoloty latają: łatwe wyjaśnienie dla dzieci. by Juliana Ferrena Po co są księża? Wielkim krzyżem mego życia jest stosunek mojego męża do wiary. Nie jest niewierzący. Kiedy dzieci były małe, czasem więcej ode mnie pilnował, żeby klękały do pacierza. Trudno z nim o tym rozmawiać, ale wydaje mi się, że i teraz po swojemu się modli i po swojemu szuka Boga. Nie mogą na przykład nigdy jeść tego samego, żeby równocześnie się nie zatruć. Sprawdź nasze rady, jak zadbać o dobre samopoczucie podczas lotu. 8. Czy turbulencje są niebezpieczne? Turbulencje mogą być niebezpieczne, jeśli są bardzo silne, a pasażerowie nie mają zapiętych pasów bezpieczeństwa w trakcie ich trwania. 18. Samoloty transportowe: samoloty towarowe lub samoloty towarowe są również znane jako samoloty towarowe, samoloty transportowe lub odrzutowce. Są to klasyfikacje samolotów o stałym skrzydle, znane tylko do przewozu lub ładunku, a nie pojedynczych pasażerów. Te ładunki są specjalnie budowane tylko do podnoszenia wagonów i nie Samoloty regionalne, takie jak Embraer E170 lub Bombardier CRJ200, są zwykle mniejsze od dużych samolotów pasażerskich i operują na niższych wysokościach. Ważne jest, aby zwrócić uwagę na to, że wysokość przelotowa samolotu zależy od wielu czynników, takich jak warunki atmosferyczne, położenie geograficzne i kontrola ruchu Myślę, że już Pani rozumie, dlaczego księży, czyli tych naszych braci, którzy przewodniczą Kościołowi zebranemu na Eucharystię, nazywamy kapłanami. Przez sakrament chrztu wszyscy jesteśmy uzdolnieni i powołani do kapłaństwa królewskiego, o którym mówi zarówno Apokalipsa, jak i Apostoł Piotr. EIbU. 26 grudnia 2021, 7:00. 2 min czytania Co roku po świętach Bożego Narodzenia księża ruszają z tradycyjną wizytą duszpasterską. Przez kilka tygodni odwiedzają swoich wiernych w domach, przy okazji zbierając dziesiątki kopert z pieniędzmi. "Co łaska" to zazwyczaj między 50 a 100 zł, choć zdarzają się i hojniejsi parafianie. Większość pieniędzy ksiądz musi jednak oddać. Księża musza oddać większość pieniędzy, które zbiorą po kolędzie. Są one przekazywane na różne cele. | Foto: Adam Staskiewicz / East News / East News Kolęda to coroczna tradycja, która w Kościele Katolickim rozpoczyna się po świętach Bożego Narodzenia Odwiedzający parafian księża zazwyczaj w ciągu kilku tygodni odwiedzają kilkaset albo kilka tysięcy mieszkań W zdecydowanej większości z nich czeka na nich koperta z pieniędzmi. Bo choć ofiara nie jest obowiązkowa, to w tradycji zakorzeniła się bardzo głęboko i mało kto wyobraża sobie kolędę bez niej Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Choć coraz więcej Polaków przyznaje, że przestało chodzić regularnie do kościoła, to coroczna kolęda wymyka się temu trendowi. Jak pisaliśmy w Onecie w ubiegłym roku, wciąż ponad połowa z nas decyduje się na przyjmowanie księdza na wizytę duszpasterską. Odmiennego zdania jest zaledwie co piąty Polak. Jak pisała przed laty Katolicka Agencja Informacyjna, kolęda to dla wielu księży swoista "trzynastka". Wizyta u parafian to dodatkowe pieniądze, które jednak nie trafiają w pełni do kieszeni duchownych. "Sposób dzielenia jest różny i przynosić może pojedynczemu księdzu od tysiąca do kilku tysięcy zł rocznie. Bywa, że połowa całej kwoty ofiarowanej przy okazji kolędy przeznaczana jest na cele parafialne i diecezjalne, a połowa równo dzielona pośród księży. Niekiedy, po odliczeniu składek do kasy parafialnej i diecezjalnej, księżom przypada zaledwie 20 proc. zebranej kwoty" - pisał lata temu tygodnik katolicki "Niedziela". Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału wideo Czytaj także w BUSINESS INSIDER Ile pieniędzy dostają księża? Przykład? "Parafia wiejska w diecezji tarnowskiej, 3,2 tys. mieszkańców, 3 księży. Po kolędzie otrzymują oni w sumie ok. 22 tys. zł, z czego 10 proc. wędruje do kasy kurii, 20 proc. na cele remontowe w parafii, 10 proc. na dofinansowanie wyjazdów wakacyjnych dla dzieci z parafii, 10 proc. na zakup sprzętu rehabilitacyjnego. Pozostała część, czyli 50 proc. dzielona jest pomiędzy księży. Każdy z nich dostaje ok. 4 tys. zł" - czytamy w branżowym piśmie. Tu jednak sporo zależy od konkretnej archidiecezji, a nawet parafii. Konkretny podział środków zależy od decyzji poszczególnych hierarchów kościelnych w regionach. "W 3-tysięcznej parafii w diecezji bielsko-żywieckiej z kolędy trzej księża przynoszą do parafii ok. 30 tys. zł. 10 proc. z tej kwoty trafia do kurii, 20 proc. na parafię, reszta do podziału dla księży. Jeśli jednak parafia prowadzi jakąś dużą inwestycję, w kasie parafialnej zostaje nawet 50 proc. zebranych pieniędzy. W diecezji płockiej połowa zebranej kolędy trafia do kasy parafialnej – po odliczeniu 10 proc. na rzecz kurii – druga połowa do kieszeni księdza" - wylicza "Niedziela". Im większe parafie, tym więcej pieniędzy. Inna sprawa, że w miastach ludzie są do zasady bardziej sceptyczni do wpuszczania księdza po kolędzie, ale jednocześnie są w stanie włożyć do koperty większe kwoty. Z raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej wynika, że najczęściej ofiarowaną kwotą jest 50 zł. Jednak zdarzają się tacy, co w kopertę wkładają mniej albo więcej. Nie brakuje też tych, co ograniczają się do pustej koperty. Niektórzy księża jednak doskonale katalogują otrzymane koperty, więc świetnie wiedzą, kto w danym roku dał mu 100 zł, a kto pustą kopertę. Co roku zdarzają się również sytuacje, w których proboszczowie z ambony odczytują nazwiska i ofiarowane kwoty. Taka tradycja obowiązuje choćby w parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Miedźnie. To jednak wyjątki, znacznie częściej księża ograniczają się do przekazywania parafianom zbiorczych danych dla całej parafii. "Księża z zarobionych pieniędzy płacą podatki na rzecz diecezji, składają się na fundusz wspierania księży emerytów, chorych kapłanów, na misje i na seminaria duchowne. Spłacają też swoje wykształcenie z czasów seminarium. Przekazują też datki na diecezjalne dzieła charytatywne, np. Dom Samotnej Matki czy klasztory klauzurowe" - informuje "Niedziela". Dom księży emerytów w Otwocku, gdzie przebywa skazany w 2013 r. przez polski sąd za pedofilię ks. Grzegorz K., jest jedyną placówką należącą do diecezji warszawsko-praskiej, w której nie przebywają osoby poniżej 18. roku życia - poinformował PAP dyrektor diecezjalnego biura prasowego Jakub Troszyński. Ksiądz Grzegorz K. został w 2013 roku skazany przez sąd na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata za molestowanie 11-letniego ministranta w Otwocku Wielkim. Do przestępstw miało dochodzić w latach odwołania obrony b. proboszcza Sąd Okręgowy Warszawa-Praga oddalił apelację. Wyrok uprawomocnił się dokładnie 8 lat temu – 28 stycznia 2014 r. Dzień później w komunikacie Kurii, podpisanym przez jej kanclerza ks. dr. Dariusza Szczepaniuka poinformowano, że "zgodnie z wytycznymi Konferencji Episkopatu Polski, po zakończeniu sprawy przez organy państwowe, rozpoczęło się postępowanie kanoniczne".Z ustaleń PAP wynika, że w kwietniu 2018 roku, po zakończeniu kary więzienia w zawieszeniu, nowy biskup diecezji warszawsko-praskiej Romuald Kamiński mianował ks. Grzegorza K. administratorem Domu Księży Emerytów w diecezji warszawsko-praskiej. Po doniesieniach medialnych o pedofilskiej przeszłości K. i sprzeciwu mieszkańców Otwocka duchowny został odwołany z funkcji. W związku z zakończeniem, w grudniu 2021 roku procesu karno-administracyjnego ks. Grzegorza K., watykańska Kongregacja Nauki Wiary nałożyła na niego kary. Po postępowaniu kościelnym K. "otrzymał zakaz wykonywania publicznie wszelkich funkcji kapłańskich, dożywotni zakaz pracy duszpasterskiej i posługi wobec małoletnich z uwzględnieniem dożywotniego zakazu sprawowania sakramentu pokuty i pojednania wobec osób, które nie ukończyły 18. roku życia, zakaz przebywania na terenie parafii NMP Matki Pięknej Miłości w Warszawie-Tarchominie oraz parafii MB Ostrobramskiej w Otwocku Wielkim".Miał zamieszkać w zamkniętym klasztorze. "Nie wymaga izolacji"W oświadczeniu z 2022 roku kuria zaznaczyła, że "na czas odbywania kary ks. Grzegorz K. został umieszczony w domu księży emerytów. W tym miejscu kurator ustanowiony przez biskupa sprawuje nad nim pieczę", a ks. Grzegorz K. "odbył terapię psychologiczną". "Według biegłych nie wymaga izolacji. Mimo tego ma zakaz od władz kościelnych jakiegokolwiek kontaktu z osobami nieletnimi" - wskazała odpowiedzi na oświadczenie Kurii na portalu ukazał się 19 stycznia br. artykuł Zbigniewa Nosowskiego "Papierowy klasztor, papierowy kurator? Nowe wiadomości o ks. Grzegorzu K.". Redaktor zwrócił w nim uwagę, że "ukarany duchowny mimo oświadczenia kurii przez kilka lat nie mieszkał w zamkniętym klasztorze, lecz we wsi Kępa Nadbrzeska należącej do parafii w Otwocku Wielkim, gdzie w latach 2001–2006 był proboszczem i gdzie dokonał czynów, za które został skazany przez sąd."Jedyna placówka, w której nie przebywają osoby poniżej 18 lat"W odpowiedzi na pytanie PAP, "czy od września 2018 do 2021, ks. Grzegorz K. przebywał w zamkniętym klasztorze i był odsunięty od wszelkich posług i funkcji o charakterze duszpasterskim" - jak napisała w oświadczeniu kuria oraz - "czy prawdą są twierdzenia zawarte w artykule red. Nosowskiego, że w okresie od września 2018 r. do 2021 r. ks. Grzegorz K. mieszkał we wsi Kępa Nadbrzeska", dyr. biura prasowego diecezji warszawsko-praskiej Jakub Troszyński napisał, że "w wymienionym okresie ks. Grzegorz K. miał nakaz przebywania we wskazanych przez biskupa miejscach odosobnienia w celu odbycia pokuty i resocjalizacji".Rzecznik diecezji zwrócił jednocześnie uwagę, że "Kępa Nadbrzeska nie została wskazana przez biskupa, jako miejsce przebywania". Zapytany o to, dlaczego K. został ponownie przeniesiony do domu księży emerytów w Otwocku, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej poinformował: "Dom księży emerytów w Otwocku jest jedyną placówką, należącą do diecezji warszawsko-praskiej, w której nie przebywają osoby poniżej 18. roku życia. Jednocześnie w tym ośrodku ks. Grzegorz K. odbywa prace służebne - dodał Troszyński. - Magdalena Gronek, Iwona Żurek/ Zbiórka z inicjatywy publicysty Sławomira Sierakowskiego potrwa jeszcze kilka dni, ale założony cel – 22,5 mln zł – już udało się osiągnąć. Nadwyżka też trafi do walczącej Ukrainy. W czwartek 28 lipca Sławomir Sierakowski podzielił się dobrą wiadomością: turecki producent Bayraktara przekaże dron Ukrainie za darmo. Zebrane środki trafią więc na cele humanitarne. Cała nadwyżka wspomoże zaś ukraińskie siły zbrojne (na liczniku jest już ponad 24 mln zł). „Kupmy polskiego Bayraktara” Tak kilka tygodni temu zachęcał do wsparcia zbiórki publicysta Sławomir Sierakowski: „Litwini zebrali środki błyskawicznie i firma produkująca Bayraktary postanowiła przekazać drona darmo Ukrainie a zebrane pieniądze przeznaczyć na pomoc ludności. Później to samo stało się z kolejną zbiórką na trzy Bayraktary! Czas na nas. Pamiętacie Buczę, Irpień, Mariupol? Weźmy udział w tej walce. Kupmy polskiego Bayraktara”. I udało się przed czasem – zbiórka potrwa jeszcze cztery dni, zgodnie z ustaleniami nadwyżka również zostanie przekazana Ukrainie. W komentarzach pojawiały się głosy rozgoryczenia, że Litwinom cała zbiórka zajęła zaledwie trzy doby. Ale jak przypomina Sierakowski, akcję Litwinów wsparł rząd i publiczne media, a polska jest całkowicie oddolna. Zrzutka na dron dla Ukrainy. A nawet drony Inicjatywę wsparło ponad 210 tys. osób, a w mediach społecznościowych link udostępniono ok. 130 tys. razy. W akcję włączyły się osoby publiczne, ludzie kultury, wojskowi. Niektórzy z nich – jak Agnieszka Holland, Borys Szyc, Adam Wajrak, Radosław Sikorski czy sam Sierakowski – wystawili dodatkowo specjalne aukcje (do zlicytowania dzień na planie, wspólny spacer czy kolacja). Na finiszu w niedzielę włączył się i apelował o wsparcie Bogusław Linda sfilmowany przez samą Agnieszkę Holland. Na stronie zbiórki po osiągnięciu celu można było przeczytać: „Drodzy! Zorganizowaliśmy sobie możliwość udzielenia realnej pomocy Ukraińcom w tej wojnie i właśnie wykorzystujemy tę szansę! Dostajemy zewsząd sygnały, że ludzie chcą się dalej przyłączać i zapraszają znajomych. Dlatego zbiórka będzie aktywna jeszcze kilka dni dla wszystkich, którzy nie zdążą lub dopiero teraz się dowiedzą. Dołączajcie! Robimy to dla ich i naszego bezpieczeństwa. Będziemy z nimi aż do zwycięstwa nad Rosją!”. Sławomir Sierakowski codziennie zagrzewał Polki i Polaków do wsparcia akcji. W międzyczasie pojawiła się jeszcze jedna inicjatywa – zrzutka na drony Warmate polskiej produkcji (tu potrzeba 5 mln zł). Bayraktar w Ukrainie. Dlaczego jest tak skuteczny? Produkowany w Turcji Bayraktar TB2 obrósł już legendą, powstają na jego temat nawet piosenki. Wydatnie pomaga Ukraińcom w walce: te konkretne bezzałogowce przypominają małe samoloty, są uzbrojone, przenoszą pociski rakietowe UMTAS zdolne atakować nawet czołgi, rejestrują też swoje dokonania i świat może je oglądać w sieci. Jak pisał Marek Świerczyński, analityk Polityki Insight, ekspert ds. obronności: „Drony świetnie rekompensują Ukrainie praktyczny brak śmigłowców uderzeniowych i lotnictwa wsparcia pola walki. Oczywiście nie przenoszą tyle uzbrojenia i nie są w stanie zawisnąć w powietrzu (jak śmigłowce), ale mocno komplikują Rosjanom życie na wojnie. Kosztują o niebo mniej, a ich misje nawet w najbardziej ryzykownych okolicznościach w niczym nie zagrażają życiu pilotów”. Z kolei mjr Michał Fiszer, były pilot wojskowy codziennie relacjonujący postępy na froncie, porównuje Bayraktara do „namolnej muchy”: „Jest większy od sportowej Cessny, tak naprawdę to samolot naturalnej wielkości, który startuje i ląduje na własnym podwoziu, chowanym w locie. Może latać aż 27 godzin, ale co najważniejsze: jest uzbrojony. Nawet rozpoznanie, które prowadzi, jest inne. Nie chodzi o oglądanie przylegających do linii frontu pól, wiosek czy lasów. To wlot na 100 czy nawet 150 km w głąb wrogiego zgrupowania, najlepiej w nocy, kiedy większość żołnierzy takiego aparatu nie zauważy”.